Podziękowania

Podziękowania!

W tym miejscu i w tym momencie chciałabym podziękować wielu osobom z bliższego i dalszego otoczenia, które będą próbowały mi udowodnić, że potrafią wychować moje Dziecko lepiej ode mnie. Dziękuję także z góry za wszystkie przyszłe „dobre” rady i opinie, naprawdę nie chcę ich znać. Jeśli będę potrzebowała pomocy, sama się po nią zgłoszę.

Chcę być głucha na wszystkie trujące mnie i moje Dziecko „mądrości”, które zostawiają po sobie smród w postaci moich wyrzutów sumienia i nerwowej atmosfery. Chcę być nieczuła na wszystkie piardy i wypociny ludzi postronnych, ich wywody jaka zła ze mnie matka, bo nie zostałam uszyta na ich własną miarę. Oby NIGDY WIĘCEJ nie przyszło mi do głowy wprowadzanie w życie tych „cudownych” rad, za sprawą których poczucie mojej wartości jako matki maleje do zera.

Tak, dobrze się domyślacie. Sponsorem dzisiejszego wpisu jest Wkurwi*nie, będące skutkiem realizacji czyjegoś pomysłu na wychowywanie mojego Dziecka. Co gorsza, realizatorem byłam ja… A przecież tak nam było dobrze z wypracowanym systemem! Nie! Musiałam spróbować, wbrew swojej Intuicji i przekonaniom. Teraz wiem, że popełniłam błąd. Błąd, do którego poniekąd zostałam podstępem namówiona. Uniosłam się honorem i ambicją. Pomyślałam: ok, spróbujmy inaczej. Chociaż doskonale wiedziałam, że realizacja innego sposobu jest z góry skazana na porażkę.

Przecież to ja znam swoje Dziecko najlepiej! Wiem jak funkcjonuje. Dlaczego robi tak, a nie inaczej. Nasze wypracowane systemy nie są doskonałe. Oczywiście, że nie! Wiele sposobów kosztuje mnie bardzo dużo wysiłku i wyrzeczeń, ale często są to jedyne wyjścia z trudnych sytuacji.

Rozumiem troskę innych. Serio! Widzą, że łatwo mi nie jest. Że Myszek jest dzieckiem absorbującym, nieustępliwym i ciężkim (co jest nie bez znaczenia, kiedy woła na ręce). Chcą mi ulżyć, ułatwić. Ja też bym wolała inaczej. Ale wiem, że pewne metody są wypracowane po to, bo inne zawodzą. Doskonale wiem, dlaczego robię tak, a nie inaczej i naprawdę nie mam ochoty ani obowiązku się z tego nikomu tłumaczyć!

Forma, z jaką się do mnie zwracacie, również nie jest jakkolwiek sympatyczna. Nie próbujecie zaproponować, zapytać, czy poznać nasz świat. Z góry narzucacie swoje rozwiązanie na sprawy, które wydają się dla Was problemem, choć dla mnie są metodą. Nieświadomie (lub też zbyt świadomie) dolewacie oliwy do ognia i używacie zbędnych epitetów, które jednoznacznie wskazują na to, jak bardzo chuj*wa jest ze mnie matka według Waszej oceny.

W tym miejscu także chciałabym zaapelować – nie mam ochoty słuchać Waszych opinii, jeśli są jedynie obrazem jednostronnej oceny. I nie zesr*jcie się z oburzenia, jeśli na Wasze smętne kwilenie zamilknę i odwrócę się na pięcie, jednocześnie wyobrażając sobie wielkiego FUCKA wymierzonego w Wasze teorie.

W związku z powyższym najszczersze podziękowania i wyrazy wdzięczności kieruję w stronę własnej Intuicji. Nie wiem skąd nagle się wzięłaś, ale Twoja obecność jest nieoceniona!

Jednocześnie obiecuję Ci, moja Intuicjo, że nigdy w Ciebie nie zwątpię, bo wiem, że na Tobie zawszę mogę polegać. Jesteś pierwszą instancją moich osądów i motorem do dalszych, najczęściej tych właściwych działań. To dzięki Tobie moje Dziecko jest najszczęśliwsze na świecie, a ja nie skończyłam owinięta białym kaftanem w czterech ścianach izolatki.

A Państwu już podziękujemy…

Amen!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *