Nadgorliwe matki

Wychodząc na spacery z Orzeszkiem bardzo często bywam świadkiem nadopiekuńczości innych matek czy też opiekunek. Co do zasady nie powinno się zwracać uwagi i mówić obcemu w jaki sposób powinien wychowywać swoje dziecko, ale bywa, że mam ochotę walnąć taką delikwentkę w łeb i powiedzieć „użyj mózgu”. Emocje jednak zapętlam mocniej na smyczy i przyspieszam kroku. No krew mnie zalewa jak patrzę czasami na ich bezmyślność! O jakie sytuacje chodzi? Na pewno też się z nimi wielokrotnie spotkałyście, a jeśli to Wy jesteście tymi nadgorliwymi, w tym miejscu apeluję do Was – przemyślcie swoje zachowanie! 😉
Jedna z sytuacji miała miejsce na ogrodzonym placu zabaw w parku. Matka krzyczy do syna, na oko 5 lat, „nie biegnij, bo się spocisz”. Za chwilę słyszę „uważaj!”, „stój!”. Dlaczego?! Krzywda jakaś mu się dzieje? Wybiegnie na ulicę? Przecież park jest ogrodzony, dookoła biega mnóstwo dzieci. I tak powinno być. Gdzie mają biegać? A może lepiej, żeby nie biegały bo zadyszki dostaną. A za parę lat otyłość drugiego stopnia, cukrzyca i szykany ze strony rówieśników. Czy odrobina potu kogoś zabiła? No nie… Więc po jaką cholerę ta matka ogranicza dziecko w zachowaniach, które są naturalne i niezbędne dla zdrowia?!
Kiedy pada deszcz place zabaw są puste. W zimę, wiosnę czy na jesieni zabawa na powietrzu w mokry dzień może się skończyć różnie. Ale w ciepłe dni lata, nawet te bez słońca, wielką frajdę dzieciom sprawia skakanie po kałuży czy zjechanie tyłkiem po mokrej zjeżdżalni. Przecież jest ciepło, wszystko wysycha na wiór w mgnieniu oka. Po co odmawiać im tej przyjemności.
Bardzo często widuję babcie albo nianie w podeszłym wieku, które przychodzą z pociechami na place zabaw. Współczuję tym dzieciom, serio. Zamiast szaleć, biegać, skakać, huśtać się aż do sztangi, to są prowadzone za rękę, aby uniknąć przewrócenia czy upadku. Na huśtawkę same wejść nie mogą, a już na pewno nie mogą same się bujać, bo przecież mają głupie pomysły. Tragedia murowana! Tam nie wchodź, bo za wysoko. Tu nie, bo za stromo. Uważaj na to, uważaj na tamto, sramto. Smutne… Teraz place zabaw są bardzo nowoczesne i zabawa na nich może być niezwykle kreatywna, pod warunkiem, że dziecko samo decyduje w którym kierunku chce się wspiąć, gdzie ustanowi bazę, a gdzie barykadę dla intruzów.
Placem zabaw Stasia jest dywan, a przeszkody to jego nieporadność. Nie łapię go za każdym razem, kiedy traci równowagę podczas siedzenia. Nie pomagam mu przeturlać się przez moje nogi, nawet jeśli zamierza lądować na głowie. Kiedy ktoś obserwuje te zabawy z boku, to ma ochotę ruszyć na pomoc. Nie dopuszczam do tego, żeby stała mu się jakakolwiek krzywda, ale umówmy się… Lekkie uderzenie głową czy frustracja z powodu dużych chęci, a braku możliwości wykonania zadania, nie są powodem zakazu szaleństw na podłodze!
Kolejny upalny dzień bez słońca. Czuć było w powietrzu lekką wilgoć, coś podobnego do mżawki. Wracam upocona z fitnesu, ja w fit ciuchach, Staś natomiast w bluzeczce na długi rękaw, cienkie spodenki, bez czapki naturalnie, bo przecież nie wiało. Mijam matkę z wózkiem (spacerówką, czyli dziecko już nie takie maleńkie) i oczom nie mogę uwierzyć! Dziecko zakryte kocem, z czapką na głowie i na wózek naciągnięta folia przeciwdeszczowa. Zagotowałam się! Żałuję do teraz, że nie zwróciłam tej babie uwagi. Później przeanalizowałam sytuację i doszłam do wniosku, że to dziecko mogło się udusić albo przegrzać. Zawsze zależało mi na tym, żeby Staś oddychał wilgotnym, zdrowym powietrzem i wzmacniał odporność, więc folię założyłam na wózek jedynie kilka razy i to w największe ulewy. Wychodziłam na spacery zawsze, niezależnie od pogody. Kaszel, a już na pewno nie katar, nie są przeszkodą dla spacerów, a nawet więcej! Według opinii lekarza są bardzo wskazane. Nie bójmy się więc wychodzić z dziećmi na dwór.
Nie rozumiem matek, które w upalne dni zakładają dzieciom czapki zakrywające uszy. Halny nie wieje, mrozu nie ma… Albo okrywają kocami, ubierają w kombinezony i zimowe czapki gdy temperatura jest na plusie. O zgrozo! Owszem, mi też się zdarza przegiąć w obydwie strony. Czasem ubiorę go za lekko i kiedy zaczyna kichać na spacerze wiem, że przesadziłam. Zawsze w torbie wózka mam skarpetki, bluzę i czapeczkę. Bywa, że walczę sama ze sobą, kiedy serce chce go ubrać cieplej, a rozum mówi „nie przesadzaj”. Na spacerze zastanawiam się czy wieje na tyle, żeby wciskać mu czapkę na głowę. Tak długo nad tym myślę, aż w końcu przestaje wiać albo zdążę wrócić do domu. I powiem więcej, Misiek nigdy nie chorował z tego powodu. Bardziej przeżywam, kiedy jest skwar, a ja ubiorę go za ciepło.
Nadgorliwe dbanie o higienę też mnie przeraża. Po pogłaskaniu mojego kota przez dziecko znajomych słyszę nadgorliwą matkę: umyj rączki, bo kotek jest brudny. Hahaha!!! Co jak co, ale to dziecko prędzej mogłoby zarazić czymś mojego kota, a nie odwrotnie ;D Albo jedzenie z podłogi. Staram się mieć czysto, bo Stasio zainteresuje się każdym farfoclem, ale jeśli daję mu jedzenie do rączki, to nie wyłapuję każdego okruszka z podłogi i nie wyrywam z rączki chrupka, kiedy wytrze nim podłogę. Kot to jego ulubiona maskotka. Zdarza się, że powyrywa mu sierść z miłości, na co czasami kot zareaguje agresywnie. Zawsze zachowuję szczególną czujność w kontaktach Stasia z Neosiem. Zadrapania też już były, ale Bobini nawet się nie zorientował. Twardy zawodnik 😀
Muszę pilnować kociego jedzenia. Zdarzyła się sytuacja, że koci chrupek wpadł w niepowołane ręce Stasieńka, a później trafił do jego buzi. Nic się nie stało. Staś i kot nadal żyją i mają się dobrze. Oczywiście nie daję ogólnego przyzwolenia na tego typu zachowania, nie podsunę Misiowi kociej miski pod nos i nie powiem „częstuj się”, interweniuję gdy widzę jak pakuje sobie listki do buzi czy jakiś zawieruszony papierek. Logiczne, wolę żeby tego nie robił, ale czasami nie zdążę i raczej nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Bobini został także nie raz skrupulatnie wylizany przez psa mojej znajomej, a jego paluszki sprawdziły głębokość dziurek w nosie czworonoga. Nikomu nic nie dolega. Staś i pies są nadal zdrowi. Wcześniej, kiedy mój synek był mniejszy, trochę wariowałam na tym punkcie, ale na szczęście już mi przeszło. 😀
Każda mama chce dobra dla swojego maluszka i zna najlepiej jego potrzeby. Rozumiem, że ich nadgorliwość wynika z miłości, ale czasem trzeba odpuścić i podjąć pewne ryzyko. Muszą zrozumieć, że takim zachowaniem mogą narobić więcej szkody niż pożytku. Pozwólmy dzieciom być tylko dziećmi i dbajmy o ich zdrowie z rozsądkiem. Nie zawsze najłatwiejsze i najbardziej oczywiste – zabranianie wszystkiego, jest tym właściwym rozwiązaniem.

5 thoughts on “Nadgorliwe matki

  1. Gotuje się w Pani, bo najwidoczniej Pani punkt widzenia jest właśnie taki, jak autorka opisała.
    Autorka nikomu nie mówi jak ma wychowywać swoje dziecko, natomiast jeżeli Pani przegrzewanie bądź wszelkie możliwe zakazy zalicza do dbania, to gratuluję. Nie popiera Pani swoich wypowiedzi żadnymi argumentami, więc domyślam się że negatywne komentowanie ( podejrzewam, że różnego rodzaju blogów ) zalicza Pani do swoich rozrywek, bądź też z braku własnych pasji po prostu lubi Pani szukać dziury w całym. Proszę czytać ze zrozumieniem :)Pozdrawiam

  2. Czasami aż sama nie wierzę w to co czytam w komentarzach. Ewidentnie uderzam w czuły punkt tych nadgorliwych. No trudno (a może i dobrze). Takie jest moje zdanie.

  3. Gotowało się we mnie jak to czytałam! Dobrze że Pani na końcu dodała, że ta nadgorliwość wynika z miłości i troski.
    Nic Pani do tego jak kto dba o swoje dziecko i jak je wychowuje! Proponuję skupić się na sobie i swoim dziecku a nie zachowywać się jak wielka ekspertka, pff.

  4. Znam dziewczynkę, której rodzice nie pozwalają biegać bo się spoci, zamoczyć nóg w basenie bo się zaziębi. Kropla deszczu kończy każdą zabawę, a siniak na kolanie oznacza pół dnia obkładania lodem. Kiedy mała uczyła się chodzić, rodzice podtrzymywali ją na szaliku żeby nie przyspieszyła i się nie przewróciła. Efekt tego jest taki, że dzisiaj, w wieku 9 lat mała zupełnie nie umie się bezpiecznie wywracać – zawsze leci jak kłoda, nie amortyzuje upadku. No i żeby mieć trochę luzu okłamuje rodziców. Żal mi jej.

  5. I kolejny wpis mamy która wie jak wychowywać inne dzieci. Zapytam może trochę brzydko ale co to Panią obchodzi? Każdy wychowuje jak chce a nie tak jak Pani uważa. Nie rozumiem czemu posiadanie dziecka i dostępu do internetu robi z Was takie ekspertki w karmieniu, ubieraniu i pilnowaniu dzieci. Jeśli jakaś baba (jak to Pani ujęła) chce założyć dziecku pięć czapek i dwa szaliki to już chyba jej sprawa. Na pewno jest tak samo kochane jak to rozebrane do majtek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *