Mitologia urlopu macierzyńskeigo

W przekonaniu sporej części społeczeństwa urlop macierzyński polega wyłącznie na siedzeniu w domu z dzieckiem, karmieniu niemowlaka, później rzuceniu kilku zabawek i odpoczywaniu po ciężkim porodzie przez najbliższy rok. Ktoś, kto dał tym kobietom takie prawo był zapewne niepoczytalny, albo była to kobieta żyjąca z profitów nieustannego rozmnażania się. Dla wielu ludzi kobiety „siedzące w domu” z dzieckiem są pasożytami społecznymi, o postawie roszczeniowej, które uważają, że należy im się więcej niż innym i w dodatku za nic-nie-ro-bie-nie. Obraz Matki Polki bywa niezwykle krzywdzący i często sprawia wiele przykrości kobietom, które doświadczają tego społecznego hejtu. A jaka jest prawda?


1. Regeneracja organizmu

Sprawnie przebiegający poród naturalny jest tym, o czym każda rodząca marzy. Już po godzinie od narodzin matki mogą przytulać, nosić swoje dzieci i chodzić o własnych siłach. Niestety życie pisze różne scenariusze. Zdolność organizmu do regeneracji jest u każdego człowieka inna. Zdarza się, że kobiety po porodzie dochodzą do siebie przez kolejne miesiące. Dolegliwości, które im towarzyszą nie pozwoliłyby im na powrót do pracy, a przecież i tak muszą sprawować całodobową opiekę nad niemowlakiem. To ogromne poświęcenie, często podszyte bólem, cierpieniem i depresją. Nikt nie ma prawa ich oceniać, nakazywać czy sugerować „wzięcia się w garść”, bo na pewno robią co w swojej mocy, aby nie zaniedbywać potrzeb swojego nowo narodzonego dziecka.

2. Wysiłek fizyczny i psychiczny

Siedzenie w domu” z dzieckiem nie oznacza siedzenia na kanapie, czytania damskich magazynów, oglądania telewizji i dbania o manicure. To wcale nie jest sielanka i ogromna ilość czasu np. na sprzątanie domu (bo przecież jak się ma tyle luzu, to dom powinien lśnić!). To w 99% ciężka harówa, nieprzespane noce, przymus ugotowania zdrowego posiłku, ogarnięcia przestrzeni, tak aby nie zagrażała maluchowi, to dbanie o higienę i zdrowie maluszka, co wbrew pozorom nie polega tylko na zmianie pieluchy i odciągnięcia gila z nosa. To często kilkukrotne kąpiele po gigakupach, pilnowanie schematu i podawanie lekarstw, inhalacje trwające pół dnia, pilnowanie bezpieczeństwa, ciągła kontrola i obowiązkowe kilkugodzinne spacery. To wszystko wymaga nie tylko dobrej kondycji fizycznej ale też silnego zdrowia psychicznego. Mówię teraz jedynie o obowiązkach względem dziecka, a przecież w domu mieszkają jeszcze rodzice.

3. Home manager na etacie

Oprócz opieki nad dzieckiem kobieta sprawuje również opiekę nad domem. Im więcej podzielności obowiązków między rodzicami, tym lepiej, ale nie oszukujmy się. Zazwyczaj to kobiety posiadają zmysł organizacyjny i wiedzą (a także WIDZĄ) lepiej niż mężczyźni, co jest jeszcze do zrobienia. Tak jak w rodzinach „na etacie”, tak i w domach kobiet „siedzących w domu” jest tyle samo do zrobienia. Pranie, prasowanie, zakupy, naprawy drobnych usterek, czasem rozprawienie się z większym problemem, rachunki do opłacenia, przygotowanie obiadu i sprzątanie. To wszystko samo się nie zrobi!

4. „Idę do pracy, żeby odpocząć”

Siedzenie w domu” z dzieckiem to naprawdę ciężka praca. Kobiety, które decydują się wrócić na etat z własnych chęci mają dość obecnego stanu rzeczy. Są zmęczone opieką nad dzieckiem, ciągłym dbaniem o potrzeby innych, dźwiganiem malucha i sprzątaniem zabawek. Powrót do pracy staję się dla nich zbawieniem, realizują się nie tylko w macierzyństwie, ale też zawodowo. Praca na etacie okazuje się czasem, kiedy mogą odpocząć od codziennego chaosu.

5. Na garnuszku męża

Niestety bardzo często jest tak, że kobiety otrzymują niższe pensje od mężczyzn, tym samym mają znacznie mniejsze (bo tylko 80% pełnego wynagrodzenia) dochody, będąc na zasiłku macierzyńskim. Teoretycznie więc są na utrzymaniu męża, co dla wielu osób jest pasożytniczym trybem życia. Mężowie utrzymujący rodzinę taką rolę akceptują, bo dzięki temu czują się bardziej męsko, mają poczucie obowiązku i sprawują finansową opiekę nad rodziną. Jeśli nikt nikomu niczego nie zabrania i nie żałuje, to wszystko jest w porządku.

6. Urlop macierzyński to wybór trudniejszej opcji

Nikt nie zmusza matek do „siedzenia w domu”, tak samo nikt nie powinien zmuszać do powrotu na etat. To decyzja kobiety, a te, które decydują się na spędzenie roku z dzieckiem wybierają opcję HIPER HARD.

7. 500+ i po co pracować

Teraz każda kobieta, która rodzi więcej niż jedno dziecko, robi to dla korzyści finansowych. Patologia się rozmnaża i wystarczy teraz lenić się w domu, dostawać kasę od rządu i to za pieniądze całej reszty społeczeństwa. Nic, tylko czekać na kolejną ciążę, a na pewno zaraz będzie chodzić z brzuchem, bo za coś trzeba żyć. Tak właśnie są postrzegane kobiety, które „siedzą w domu”. Nie robią NIC poza liczeniem pieniędzy. Stek bzdur! Owszem, nie każde dziecko jest owocem miłości, zdarzają się sytuacje, gdzie prokreacja wynika z chęci zysku (ostatnio za sprawą 500+ to zjawisko niestety się pogłębia). Jednak dla wielu ludzi dziecko nie jest źródłem dodatkowych profitów, a prawdziwym darem od losu.


Powyższe punty opisane zostały w wersji pojedynczej – dotyczyły opieki nad jednym dzieckiem. A co w przypadku, gdy kobieta po raz kolejny zostaje na rok w domu i jest opiekunką, sprzątaczką, kucharką, taksówkarzem, animatorem, negocjatorem, psychologiem i pielęgniarką w jednym, przez 24h/dobę?! To jest dopiero wyzwanie! „Siedzenie w domu” na urlopie macierzyńskim to naprawdę kawał ciężkiej roboty i zawsze gotowała się we mnie krew, gdy ktoś zarzucał mi niewykonanie jakiegoś zadania (odkurzenia, zrobienia obiadu czy skompletowania dokumentów) z powodu lenistwa.

Nie oceniajmy innych swoją miarą, nie bądźmy zawistni. Nie wiemy jak naprawdę wygląda sytuacja, nie widzimy jak kobieta się zarzyna, wylewa siódme poty i bagatelizuje swoje potrzeby, żeby zaspokoić te istotniejsze. Matka wybierająca „siedzenie w domu” wykazuje się heroiczną siłą i ogromną miłością do swojego dziecka. A to jest najważniejsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *