Mamy są z Wenus, a tatusiowie z Marsa

Podobno kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Czy aż tak się różnimy? Czy faktycznie dzieli nas gigantyczna odległość w różnych dziedzinach życia? Ależ oczywiście! Nie mam co do tego wątpliwości!

Im dłużej chodzę po świecie, tym więcej tych różnic dostrzegam. Kiedyś sądziłam, że to nie problem dogadać się z każdym napotkanym człowiekiem, a facetem tym bardziej. W końcu to na nich działa nasz urok i kobiece wdzięki (w moim przypadku zawsze były to dwa duże argumenty). 😉 Jeśli potrafimy umiejętnie i rozsądnie z nich korzystać, to nie ma takiego na ziemi, który nie dałby się zmanipulować. Nie mam na myśli historii rodem „Mody na sukces” czy zatruwania życia jak w brazylijskich telenowelach, a mówię o ułatwianiu kobiecego życia dzięki swym wrodzonym atutom. Taka była moja teoria do czasu… narodzin dziecka i rozbieżności sposobów wychowywania.

Wydawać by się mogło, że mój mąż powinien być mną oczarowany zawsze, wszędzie i na wieki. Powinien liczyć się z moim zdaniem, szanować je i respektować – tym bardziej, kiedy autentycznie mam rację! Jak sądzę, nadal jest mną oczarowany, ale niestety mój urok przestał działać, gdy moje próby perswazji zaczęły dotyczyć opieki nad dzieckiem.

Zanim pojawił się nasz Bąbel głęboko wierzyłam w podzielność obowiązków i jednoczesną opiekę na takim samym poziomie obojga rodziców. Byłam przekonana, że mój mąż będzie idealnym ojcem, potrafiącym usypiać, karmić, przewijać, rozpoznawać i zaspokajać potrzeby dziecka. Oczywiście nauka tych czynności odbywałaby się z moją pomocą, ale ostatecznie sukces byłby murowany. Tak sądziłam, życie jednak odkryło karty. Do wszystkiego potrzeba anielskiej cierpliwości i chęci. Faceta ciężko tego nauczyć. Nami kobietami w tych kwestiach rządzi instynkt macierzyński. W odpowiednich momentach zapala nam się żółta lampka ostrzegawcza i już wiemy, co należy robić. Ściągnąć kurtkę, bo za gorąco albo ubrać, gdy jest chłodniej. Intuicyjnie sprawdzamy ciepłotę dłoni malucha, próbujemy zupki zanim włożymy dziecku do ust, rozmawiamy z nim nawet jeśli ono nas nie rozumie. Zaciskamy zęby, gdy po raz setny łyżka zupy ląduje wszędzie, tylko nie w buzi juniora. Mamy swoje patenty na trudne chwile, nie poddajemy się zbyt szybko. Czy mężczyźni to potrafią? Nie do końca. W końcu nie są kobietami. 😉

Żeby była jasność – daleka jestem od narzekań i niezadowolenia z działań męża. Ja też nie jestem idealna. Po prostu zdałam sobie sprawę z różnic, jakie nas dzielą, które nie są do przeskoczenia i zmiany. Taka jest facetów natura. Nie pomogą prośby i groźby. On nigdy nie zrozumie (albo nie zapamięta), dlaczego drzwi do toalety powinny być zamknięte, jeśli Najmłodszy zaczyna się transportować i zwiedza całe mieszkanie. Nie rozumie dlaczego w TYM, a nie w innym momencie, powinien dać dziecku jeść albo wyjść na spacer (przecież jest na to cały dzień!) i nie zdaje sobie jednak sprawy z konsekwencji opóźniania tych zadań. Czasami udaje mi się wyjaśnić proces przyczynowo-skutkowy danej czynności. Wtedy mężuś nie ma wątpliwości, dlaczego powinno być tak, jak to opisałam. Niestety cierpi na pamięć krótkotrwałą, więc czasem mam wrażenie, że to walka z wiatrakami. Moja teoria poparta jest nie tylko obserwacją własnego małżonka, ale także innych mężczyzn z otoczenia. Wielu z nich, w tym również mój wybranek, są wspaniałymi tatusiami, ale jednak bez kobiecego pierwiastka, jakim jest matczyna opiekuńczość i zmysł przewidywania konsekwencji.

Na wielu szkoleniach, w jakich miałam okazję uczestniczyć, mówiono, że najbardziej efektywne grupy od „zadań specjalnych” składają się zarówno z kobiet jak i mężczyzn. Obydwie płci mają zupełnie inny sposób rozwiązywania problemów i dążenia do zamierzonego celu. Mężczyźni są zadaniowi. Jeśli jest coś do zrobienia, szukają najprostszej i możliwie najszybszej drogi do wykonania zadania. Kobiety natomiast dostrzegają w tym procesie pewne niuanse, które mogłyby stać się potencjalnym zagrożeniem lub szansą w osiągnięciu celu. Kobiety są bardziej skrupulatne, obawiają się ryzyka w większym stopniu niż mężczyźni. Dlatego to kobiety rodzą i sprawują opiekę nad dziećmi. Są do tego stworzone. Nie ma się zatem co dziwić, że mężczyźni tak dalece odbiegają od naszego kobiecego wzorca idealnego opiekuna. Natury nie oszukasz.

Czasami się wkurzam na brak zdolności przewidywania i rozsądku w działaniu mojego męża. Moje prośby do niego w ogóle nie docierają! Czemu nie potrafi zrozumieć moich intencji? A może właśnie je rozumie, ale woli zrobić po swojemu, uznając swoje metody za równie właściwe. Na pewnej płaszczyźnie nigdy się z nim nie dogadamy. Pora się do tego przyzwyczaić, robić swoje i po swojemu. Rolą mężusia będzie natomiast ojcostwo w najczystszej postaci – pierdołowate, często bez logiki i właśnie takie jakie powinno być. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *