Chcę być dorosłym dzieckiem

 

Bycie mamą to niezła frajda! Ta życiowa rola pozwala mi w końcu na bycie sobą, na ujawnienie światu mojego dziecinnego charakteru bez obawy o krytykę. Często mi zwisa i powiewa co ludzie pomyślą, tak samo jak dzieciom jest wszystko jedno z tego powodu. Z wielką chęcią budzę w sobie artystyczną duszę i niepoprawną marzycielkę. Cudownie stać się znowu dzieckiem, choć na parę chwil!

Czy nie jest przypadkiem tak, że od dorosłych oczekuje się większej powagi? Że patrzy się na nich przez pryzmat osiągnięć i tego co sobą reprezentują, ile zarabiają i jak elokwentni potrafią być? Taki obraz typowego dorosłego. Zaradni życiowo, spokojni, stabilni finansowo i psychicznie. Panuje społeczne przekonanie, że dorosłemu nie wypada być dziecinnym czy nieco szalonym… Że dorosłej, dojrzałej kobiecie nie przystoi zakładać seksownej sukienki, a mężczyzna po 50 wygląda niemądrze w koszulce z wizerunkiem ulubionego zespołu. Wypada zachowywać się adekwatnie do sytuacji i wieku, że wszelkie szaleństwa i odstępstwa od normy należy zachować dla siebie i emanować nimi w domowym zaciszu. Ja tego nie kupuję… Mam wrażenie, że ja nigdy nie będę się mieścić w te „normy”. I całe szczęście!

Tymczasem, póki jestem (mam nadzieję) na początku swojej dorosłej drogi i nie zatraciłam jeszcze w sobie wewnętrznego dziecka i niepoprawności wpisanej w charakter małych ludzi, wykorzystuję swoje „dziecinne mocne” na wszystkich polach macierzyństwa. Obecnie mam ogromną przyjemność spełniać swoje dziecięce marzenia i zaspokajać ciekawość, która towarzyszyła mi w najmłodszych latach, a często była tłumiona przez dorosłych. Wiadomo, kiedyś inaczej się wychowywało dzieci. Jak czegoś nie było wolno, to nikt nie pytał dlaczego. Nie to nie. Czasem ciekawość wygrywała, a za złamanie zasad były niemiłe konsekwencje.

Obecnie jako dorosła kobieta z dziecięcą duszą, mogę pokazywać swojemu Dziecku świat w taki sposób, w jaki ja chciałam go poznawać. Pozwalam na wiele rzeczy, o których inni dorośli nie chcieliby nawet słyszeć. Mąka na podłodze czy flamastry na ścianie to dla wielu oznaka łobuzowania, niegrzeczności albo niczym niespowodowanej złości dziecka. Zabawa tylko zabawkami i koniecznie tymi odpowiednimi do wieku dziecka. A pamiętacie tekst rodziców, który brzmiał niemal jak groźba – „nie baw się jedzeniem”? To moje ulubione! 🙂 Zawsze w duchu się śmieję, kiedy patrzę jak Myszek rozgniata w dłoniach banana czy wyjmuje z zupy makaron aby zrzucać go na podłogę i patrzeć jak się od niej odbija.

Nie podoba mi się zamykania świata w bezpieczne i wygodne dla dorosłych ramy. Bo po co kombinować z ryżem, makaronem i pudełkiem, skoro teraz są ogólnodostępne zabawki i można kupić piękną kolorową grzechotkę. W dodatku nie trzeba towarzyszyć dziecku w zabawie, bo na pewno kupna grzechotka jest bezpieczniejsza od tej domowej samoróbki. Nie ma sensu ozdabiać pudełek, skoro można kupić gotowe, „ładniejsze”. Po co pozawalać dziecku na zabawę mąką czy cukrem. Przecież to kosztuje, a później posprzątać trzeba. Czy tak nie myśli większość poważnych dorosłych? Niestety z własnej wygody ograniczają nie tylko dziecko ale i siebie. Nie chcę być poważną dorosłą. Chcę być dorosłym dzieckiem!

Etat mamy pozwala mi realizować swoje pasje. Oprócz tego, że mogę pisać na temat bliski mojemu sercu, to spełniam się artystycznie (o ile nie zabrzmiało to zbyt profesjonalnie). 😉 W tym miejscu pochwalę się więc kilkoma moimi aktywnościami, z których zarówno ja, jak i Myszek czerpiemy wiele radości.

  1. Zawsze lubiłam śpiewać, więc koncertuję Myszkowi ile się da. Oczywiście mowa tu o piosenkach dla dzieci, nie katuję go czymś, co nie jest w jego guście i moich możliwościach. 🙂

  2. Często tańczymy przy głośnej muzyce, bo lubię poszaleć jak petarda, a że okazji bez dziecka raczej nie mam, to Stasio zawsze chętnie mi towarzyszy.

  3. Czytam mnóstwo bajek i wierszyków. Zawsze opowiadam z aktorskim temperamentem. Kiedy trzeba, robię wielkie oczy lub groźną minę. Gdy bohater ziewa, ziewam i ja. Opowiadam z przejęciem i intonuje głosem. Większość pokaźnej kolekcji naszych dziecięcych lektur znam na pamięć. Nie mam problemu ani oporów przed publicznym wystąpieniem w sklepowej kolejce, jeśli muszę odwrócić uwagę zniecierpliwionego Myszka. Oczywiście w zamiarze publiczność jest jednoosobowa, ale siłą rzeczy obserwują wszyscy obecni. Może i myślą o mnie jak o matce wariatce, ale jak już wspomniałam – zwisa mi to 🙂 Ważne, że w rezultacie moje dziecko się uspokaja.

  4. Wykorzystuję każdą możliwą okazję, aby użyć moich akcesoriów papierniczych i ozdób, które zbierałam przez wiele lat. Nie mogłam się doczekać, kiedy nadejdzie odpowiedni moment na wymianę starych farb i uzupełnienie kolekcji o nowe kredki, flamastry, kleje brokatowe i kolorowe papiery. Właśnie wkraczam w ten etap i powiem wam, że mam z tego mega frajdę! Budzę swoją kreatywność, tworzę Myszkowi przeróżne akcesoria, ozdabiam pudełka, w których później mieszkają zabawki, daję przedmiotom nowe życie zamiast kupować nowe.

  5. Uwielbiam z Nim oblepiać meble naklejkami. Kupuję takie foliowe, bo łatwiej później zdrapać, albo przyklejamy tam, gdzie klej nie zostaje. Co z tego, że nierówno. Co z tego, że niezdarnie. Ważne, że daje frajdę i można później podziwiać swoje dzieło, a Myszek uczy się jak wygląda żyrafa, zebra, biedronka czy auto.

  6. Jako dziecko zawsze marzyłam o własnej huśtawce. Wiedziałam, że Staś też ją będzie miał, nie wiedziałam tylko kiedy. Huśtawka zawisła u nas w domu jak tylko Myszek nauczył się samodzielnie siedzieć i trzymać sztywno plecy. Huśtawka to był strzał w 10! Jestem pewna, że jest z tego powodu przeszczęśliwy 🙂

  7. Marzeniem nr 1. mojego dzieciństwa był… dywan z alejkami dla samochodów! Jako, że nie przepadałam za Barbie i wolałam resoraki brata, to tego typu dywan był dla mnie czymś magicznym… Pamiętam, że moja dziecięca wyobraźnia miała dzięki niemu ogromne pole do popisu. Uwielbiałam się na nich bawić u koleżanek czy kolegów. Sama takiego nie miałam. Tego typu dywan był wręcz obowiązkowym wystrojem pokoju mojego Dziecka. Jak na razie nie robi z niego większego pożytku, ale wiem, że już niedługo będzie śmigał resorakami po puszystych alejkach.

  8. Pamiętacie swoje bazy z dzieciństwa? Każdy chciał mieć jakąś na stałe, ale rodzice się bulwersowali, że zajmuje pół pokoju, nie da się przejść i ogólnie robi się bajzel, a przecież po zabawie trzeba posprzątać. Ale ta baza to nie była jakaś tam zabawa! To był nasz schron przed całym światem, nasze własne gniazdko, nasz pierwszy „dom” z oświetleniem, poduszkami, często z miejscem wydzielonym na kuchnię, gdzie można było posilić się prowiantem typu chrupki czy jabłko. To był nasz mały świat, który trzeba było sprzątnąć, bo według dorosłych zawalał pokój. Idąc tokiem myślenia mojego wewnętrznego dziecka, baza, którą zbudowałam Myszkowi z suszarki na ubrania i dwóch koców, stała i „zawalała” jego pokój dopóty, dopóki On sam przestał wykazywać nią zainteresowanie.

  9. Mikstury, mieszanie, dodawanie, dolewanie, dosypywanie i sprawdzanie czy wybuchnie 😛 To były najbardziej zakazane działania, bo dorosłym zwyczajnie było szkoda marnować na takie zabawy kremy, mąki, kakao, szampon, mydło, napój gazowany i wszystko inne, co można było znaleźć w szafkach i szufladach. Dzisiaj wracam do tej zabawy. Mieszamy wszystko i ze wszystkim. Oczywiście biorę w tym czynny udział, więc wiem czego mi żal, a co może wylądować w „misce małego chemika”.

  10. Próbowałyście może zabawy z mąka ziemniaczaną zmieszaną z odrobiną wody? Świetna zabawa! Staś był niesamowicie skupiony, kiedy masa przepływała przej jego dłonie i lądowała na spodniach. Kombinował z mieszaniem łyżką i zdrapywaniem paluszkami z podłogi. Masowanie masy było niezwykle przyjemne i relaksujące również dla mnie. Później syf jak cholera, ale na szczęście łatwo się sprząta. 😉 Polecam wszystkim niepoprawnym i kreatywnym rodzicom!

Fajnie jest być mamą. Fajnie jest czasem zdziecinnieć. Powrócić do swoich dziecięcych marzeń. Zgłupieć na chwilę, poszaleć bez obawy, że ktoś nas ocenia. Powiem więcej! To może budzić także zachwyt innych dorosłych, bo nie każdy potrafi być tak charyzmatyczny i odważny, a przecież nagroda w tej zabawie jest ogromna. To uwielbienie w oczach naszych dzieci. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *